Jego wysokość Jarek Skowron


Tytuł niniejszego wywiadu sugeruje, że Jarek Skowron to mierzący co najmniej 2 metry facet obserwujący świat z wysoka. W rzeczywistości Jarek jest średniego wzrostu, ale na świat faktycznie patrzy z góry. Jak to możliwe? Dzieje się tak za sprawą jego pasji – wspinaczki wysokogórskiej oraz (nie)codziennej pracy. Przy wyborze tytułu dla tego wywiadu kierowaliśmy się również przeświadczeniem, że gdyby jakimś sposobem udałoby się zmierzyć ludzi pod kątem pasji, które posiadają, determinacji wkładanej w ich zrealizowanie, niezłomności charakteru czy hartu ducha okazałoby się, że Jarek Skowron jest olbrzymem.

Z uwagi na obecnie głośny w mediach temat wspinaczki wysokogórskiej, zapytaliśmy Jarka o uroki i niebezpieczeństwo wspinaczki wysokogórskiej, a także o gen odpowiedzialny za zamiłowanie ludzi do ryzykownych zachowań.   

Ile masz wzrostu?

1.70…

Dużo to czy mało?

W sam raz.

Skąd więc u Ciebie taki pociąg do wysokości?

… (śmiech) …nie wiem. On po prostu był… zawsze. Sięgając pamięcią do dzieciństwa
i wakacyjnych wyjazdów na wieś do dziadków przed oczami mam obraz i cały czas słyszę histeryczne krzyki babci proszącej bym zszedł z czubka drzewa. Widzę dziadka ściągającego mnie z najwyższych belek konstrukcyjnych w stodole. Właśnie stodoła… to było jedno z moich pierwszych wyzwań. Któregoś lata postanowiłem przejść po gzymsie stodoły od jednego do drugiego okna łapiąc się po drodze wszystkiego, czego tylko można było. Okna oddalone były od siebie o jakieś 20-25 metrów, a gzyms znajdował się na wysokości 6m. Jak widzisz zawsze to miałem. Być może po prostu urodziłem się z tym.

To można się z tym urodzić?

Tak. Znajoma podesłała mi ostatnio link do artykułu, z którego wyczytałem, że wyselekcjonowano gen odpowiedzialny za zamiłowanie jego posiadaczy do zachowań ryzykownych. Wspinanie to jest właśnie takie zachowanie. Zdajesz sobie sprawę, że w razie upadku możesz sobie zrobić krzywdę, ale mimo wszystko robisz to.

Ja ten gen mam.

 

O górach i wspinaczce wysokogórskiej

Skąd u chłopaka z nizin fascynacja górami? Jak to się zaczęło?

Pamiętam ten moment dość dobrze. Było to jeszcze w podstawówce. Zaczęło się od podróży z bratem do Głuszycy Górnej. Spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy na spotkanie przygodzie. Gdy wysiedliśmy z pociągu w Głuszycy, pierwsze kroki skierowaliśmy do kiosku Ruchu. Kupiliśmy mapę Gór Sowich i zaczęliśmy planować trasę wycieczki. Ustaliliśmy którędy pójdziemy, dokąd dojdziemy, gdzie rozpalimy ognisko i rozbijemy namiot. To było niezwykłe, mistyczne wprost doznanie. Przyznam, że faza planowania wypraw w dalszym ciągu mnie kręci i sprawia mi ogromną przyjemność. Niewiele się tutaj zmieniło. No może poza tym, że te obecne wyprawy odbywają się w innym, mniej przyjaznym dla organizmu ludzkiego terenie, a ich organizacja jest dużo bardziej skomplikowana i zaawansowana. Niemniej dreszczyk emocji towarzyszący temu procesowi jest taki sam.

Co jest magnesem, który tak ciągnie Ciebie w góry?

Harmonia… wszędzie gdzie byś nie był i gdzie byś nie popatrzył, znajdziesz coś co ją zakłóca, psuje widok, nie pasuje do reszty. Wszędzie, tylko nie tam. W górach nie widzisz nic, co by raziło Twoje oczy. Tylko tam moja głowa nie podpowiada mi, że coś w widzianym obrazie nie gra… to niezwykłe doznanie.

Zresztą sam popatrz, przed nami Matterhorn (od redakcji: w pokoju w którym rozmawiamy na ścianie na wprost nas wisi olbrzymie zdjęcie monumentalnego, ośnieżonego alpejskiego szczytu). Stałem na samym jego wierzchołku. Gdy tam Marcin staniesz i rozejrzysz się,  dookoła, widzisz harmonię, czystą, piękną harmonię. W niektórych górach, tej harmonii zaczyna brakować za sprawą nas, ludzi. Najjaskrawszym przykładem jest tutaj Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu. To, co zrobili tam Rosjanie, to prawdziwe barbarzyństwo. Elbrus jest wysoką, ale technicznie łatwą górą i wiele osób chce ją zdobyć. Rosjanie postanowili to zainteresowanie wykorzystać. Pobudowali koleje, schroniska, ale wiesz jak to Rosjanie, zaczęli, ale nie skończyli. Jest kolejka Mir, która wjeżdża na wysokość 3,5 tys m.n.p.m., jest schronisko Pirjut na wysokości 4,2 tys m.n.p.m, a raczej to co z niego pozostało po pożarze, który wybuchł kilka lat temu. Schronisko nie zostało odbudowane, a jego zgliszcz nie uprzątnięto. W sąsiedztwie zaczęły pojawiać się budy wyglądem przypominające rozsypujące się baraki, jakie za czasów PRL-u można było zobaczyć u nas na budowach. Co gorsza, w sąsiedztwie tych obskurnych bud w szybkim tempie rośnie sterta śmieci poprzemysłowych – to jedno wielkie wysypisko śmieci. Źle to wygląda.

Czy masz idola którego podziwiasz i na którym się wzorujesz? 

Mam. To Wojtek Kurtyka, w chwili obecnej sześćdziesięcioczterolatek. Spotkaliśmy się niedawno, porozmawialiśmy, złożyłem należny mu pokłon.

To facet, który zdobył kilka ośmiotysięczników, działał u boku Jerzego Kukuczki. Potem ich drogi się rozeszły. Mieli zupełnie odmienne spojrzenie na wspinaczkę wysokogórską. Jerzy Kukuczka skoncentrowany był na zdobywaniu ośmiotysięczników i większość z nich zdobył w stylu oblężniczym, przypominającym szturmowanie góry. Wyprawy składały się z dużej ilości ludzi, zakładano wiele obozów, wyprawom towarzyszyła potężna logistyka. Kurtyka był prekursorem stylu alpejskiego w Himalajach, czyli sposobu zdobywania szczytów, który był powszechny w dużo niższych Alpach. Zrezygnował z całej tej oblężniczej otoczki, był zwolennikiem wypraw małych oraz szybkiego wspinania się na szczyt z możliwie jak najmniejszą ilością sprzętu. Był inicjatorem kilkunastu pierwszych przejść wielkich ścian w stylu alpejskim, w tym na 6 szczytów ośmiotysięcznych. Część tych przejść uważana jest za najtrudniejsze we współczesnym himalaizmie.

Cały czas się wspina? 

I to jak ! Nie uwierzyłbyś jak sprawnym można być w tym wieku. Sylwetka, sprężystość kroku, sposób poruszania. Facet robi drogi o wycenie trudności 6.5. Takie trudności są nie do przeskoczenia dla większości młodych wspinaczy. Z resztą sam wiesz, nie tak dawno wróciliśmy z Sokolików widziałeś ilu ludzi próbowało tam pokonać drogi, ilu się to nie udawało, a wszyscy oni byli młodsi od Wojtka. Wojtek jak sądzę z żadną z tych dróg nie miałby większych problemów. To jest wzór. Niedościgły wzór. Nic tylko podziwiać.

W naszym środowisku jest powiedzenie, że dobry alpinista to stary alpinista. Coś w tym powiedzeniu jest…

W kontekście tego powiedzenia możemy uznać Ciebie Jarku za dobrego alpinistę? 

… (śmiech) …nieeeeee w tym kontekście to jestem jeszcze młodym, mało doświadczonym, ale perspektywicznym alpinistą.

Gdybyś miał wskazać najpiękniejszy moment, który przeżyłeś w górach, co by to było?

… (po chwili zastanowienia) … w tym roku upływa 10 lat od śmierci mojego partnera na Matterhornie. Andrzej zginął na moich oczach…był to dla mnie niewyobrażalny cios. Musiałem sobie odpowiedzieć na pytanie czy nie przedawkowałem i czy nie pora odpaść? Stało się przecież coś strasznego, nieodwracalnego, trudno było mi się z tym pogodzić. Z drugiej strony i ja i Andrzej mieliśmy pełną świadomość, jakie ryzyko ponosimy. Obaj się z tym liczyliśmy, nie raz o tym rozmawialiśmy leżąc w namiocie … Długo biłem się ze swoimi myślami. Zastanawiałem się, co Andrzej zrobiłby na moim miejscu. W końcu doszedłem do wniosku, że nie mogę się wycofać, nie w takich okolicznościach… Andrzej mógłby to uznać za dezercję… Postanowiłem, że pierwszym szczytem, na który wejdę będzie Matterhorn … tą samą drogą … dla Andrzeja.

Pojechałem tam w połowie września z naszym wspólnym przyjacielem Olejem. Wspinanie nie było łatwe, było dużo śniegu, byłem przewrażliwiony więc asekuracje zakładałem dużo częściej niż normalnie. Wspinaczka szła nam wolniej niż zakładaliśmy. O 13.00 wiedziałem, że jeżeli wejdziemy na szczyt to nie mamy szans by z niego zejść przez zmrokiem. Jeżeli postanowimy iść dalej, czeka nas noc w kopule szczytowej Matterhornu bez sprzętu biwakowego. Poczekałem na stanowisku, aż dojdzie do mnie Olej i mówię mu, że jest kiepsko ale dodałem, że bardzo nie chciałbym tutaj przyjeżdżać ponownie… i się wstrzymałem, bo to powinna być nasza wspólna decyzja. Olej podumał, po czym podniósł wzrok i powiedział słowa za które wdzięczny mu będę do końca życia „Zapier… Jarek szkoda czasu”… (śmiech).

Na szczycie stanęliśmy w momencie gdy zachodziło słońce. Obaj popłakaliśmy się jak dzieci. Dreszcze i emocje, których wtedy doznałem były tak silne, że nawet teraz na samo wspomnienie przechodzą mnie ciarki. Tego momentu nie zapomnę do końca życia.

Czy nie uważasz, że wspinaczka wysokogórska jest trochę egoistyczna. Rodzina, przyjaciele muszą liczyć się, że w każdej chwili możesz nie wrócić?

Jest egoistyczna z całą pewnością. Kiedyś tak tego nie postrzegałem, ale teraz widzę to jasno. częściej  Podczas gdy ja spełniam swoje marzenia moi bliscy niepokoją się o mnie.

Namacalnie uczucie to poznałem gdy mój 22 letni syn Aron, który również się wspina, pojechał ze znajomymi na Frankenjurę (od redakcji: region wspinaczkowy w Bawarii) i próbowałem się z nim skontaktować. Zadzwoniłem do niego raz, drugi, trzeci i nic. Byłem tam nie raz, wiem jak to jest gdy się wspinasz to nie odbierasz telefonu, bo nie masz takiej możliwości.. Wiedziałem to, ale pomimo tego w ułamku sekundy pojawił się irracjonalny strach i myśl coś się stało. Nie jest to miłe uczucie.

Co musiałoby się stać byś zrezygnował, byś się wycofał?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Przez te wszystkie lata byłem świadkiem kilku wypadków w górach i to mnie obciąża. To nie jest tak, że to mija. Ten bagaż jest we mnie. Niosę go cały czas na plecach. Ile jestem jeszcze w stanie go nieść, tego nie wiem … Wiem jedno, pobyt w górach i wspinanie w dalszym ciągu sprawiają mi olbrzymią przyjemność. Może nadejdzie taki dzień, w którym powiem dość. Z drugiej strony skoro do tej pory nie nadszedł … co by nie mówić jest to przepiękna przygoda.

Góry wysokie to bardzo kosztowne hobby. Przeloty, karawany, sprzęt, pozwolenia to wszystko kosztuje i to niemało. W jaki sposób finansujesz wyprawy? 

Wysokie koszty to bariera dla wielu z nas, planujących wyprawy wysokogórskie. Część osób odkłada pieniądze na ten cel, ograniczając wyjazdy treningowe. Co nie jest właściwe, bo gdzieś tę formę trzeba zbudować. Bez porządnego treningu nie ma co myśleć o powodzeniu wyprawy. Niektórzy zaciągają kredyty, tak jak ja parę lat temu, by zamknąć budżet wyprawy do Pakistanu na Layla Peak. Czasem bywa też tak – i my z Grześkiem mamy to szczęście -  że na swoje drodze spotykasz fajnego sponsora, takiego jak GBS Bank i wówczas całą swoją energię i czas poświęcić możesz na planowanie wyjazdu oraz trening. Daje to niezwykły komfort psychiczny i jest przedmiotem pożądania i prawdziwej zazdrości ze strony innych wypraw, z którymi się w górach wysokich spotykamy. Na wyprawie na Nirekhę ekipa z Warszawy, z którą współpracowaliśmy wprost nie mogła uwierzyć.  „Kurcze jak Wy macie fajnie” mówili „Co, kasę dostaliście wcześniej, to niemożliwe”. Jak widać z Wami możliwe. Wielkie dzięki Wam za to, że jesteście.

 

O pracy na wysokości

Czy Twoja praca jest ryzykowna?

Jest. Przez ostatni miesiąc kładłem powłoki antykorozyjne na najwyższym moście
w Polsce. Malowałem mierzący 122 metry pylon mostu na północnej obwodnicy Wrocławia. Niewiele brakowało bym pracę tę przypłacił życiem. Na moście pracowało na raz kilka ekip, których zakres prac w mniejszym lub większym stopniu kolidował ze sobą. O mało nie doprowadziło to do wypadku. Zadaniem pewnej francuskiej firmy było wciągnięcie i zamontowanie na pylonie want, czyli ogromnych stalowych lin podtrzymujących konstrukcję mostu. Najdłuższa z want mierzyła 270 metrów. Potrafisz sobie wyobrazić ile to ważyło? Wanty wciągane były na pylon przy pomocy olbrzymich wyciągarek. Pech chciał, że lina która mnie na tej wysokości podtrzymywała znalazła się na kursie kolizyjnym ze stalowymi linami wyciągarek. W pewnym momencie słyszę w krótkofalówce, w które wszyscy byliśmy wyposażeni, krzyki skierowane do mnie „Wepnij się do kolegi, wepnij się szybko”.  Myślę sobie ale o co chodzi? Pytam dlaczego? „Bo ci liny odcięliśmy”. Myślę sobie jak odcięliście skoro wiszę. Wpiąłem się do kolegi w ostatniej chwili. Z zabezpieczającej mnie liny, zostały dosłownie strzępy. Czujność w tej pracy trzeba zachowywać i to wcale nie mniejszą niż w górach.

Czy jest jakieś zlecenie, które wykonałeś raz i powiedziałeś sobie nigdy więcej?

Myślałem, że jest, ale właśnie jutro zaczynam realizować je po raz kolejny, choć bardzo tej roboty nie lubię. To wycinka drzew. Bardzo niewdzięczne i niebezpieczne zarazem zajęcie.  Wchodzisz na wierzchołek drzewa i kawałek po kawałku odcinasz jego fragmenty. Wcześniej zabezpieczając je linami tak by nie spadły i nie wyrządziły szkody. Brzmi nienajgorzej prawda? W momencie jednak, gdy odcinana gałąź odpada od drzewa i obciąża linę, a potrafi ważyć naprawdę sporo, powstaje napięcie i jest to taka siła, że  całość drzewa gwałtownie się trzęsie. Ty musisz nie tylko utrzymać się na tym drzewie, ale nie możesz wyrządzić sobie krzywdy, co nie jest wcale takie proste, zważywszy, że w rękach trzymasz odpaloną piłę łańcuchową. Są przy tej pracy emocje, możesz mi wierzyć. Z tą piłą w rękach nie czujesz się zbyt komfortowo.

Jakie są blaski tej pracy? Co najbardziej w niej lubisz?

Wysokość, spokój, to, że wykonuję odpowiedzialną pracę. Widoki dookoła mnie. Na moście we Wrocławiu widoki były niesamowite. Most stoi na wyspie Rędzińskiej, którą z obu stron obmywa Odra. W tle widać zapierającą dech w piersiach panoramę Wrocławia,
w niedalekim sąsiedztwie powstał przepiękny stadion, jedna z aren Euro 2012. Prowadzi do niego wijąca się nitka nowo wybudowanej obwodnicy. Dookoła lasy, zapora wodna na Odrze. Takie widoki podziwiałem w pracy przez ostatni miesiąc. To są miłe aspekty tej pracy.

A jakie są jej cienie?

Są rodzaje prac, za którymi szczególnie nie przepadam. Są trudne pod względem fizycznym. Czyszczenie zbiorników, gdzie w wysokiej temperaturze i olbrzymim zapyleniu spędzasz kilka dni. Prace na kominach, które na ten czas zostały wygaszone, ale pomimo tego temperatura, która w nich panuje jest daleka od ideału. To są rodzaje zleceń, których mam sporo, które dają satysfakcje z dobrze wykonanej roboty już po jej zakończeniu, ale są piekielnie trudne i męczące. Nie są to łatwo i przyjemnie zarobione pieniądze.

 

O pracy w charakterze lidera wypraw komercyjnych

Jak wygląda i na czym polega ta praca?

W okresach zimowych, kiedy z racji panujących warunków atmosferycznych trudno
o zlecenia w mojej branży, wykorzystuję swoje wieloletnie doświadczenie w górach wysokich i najmuję się jako lider w tego typu wyprawach. Polega to na tym, że dowodzę grupie uczestników wyprawy będąc jej równoprawnym uczestnikiem. Służę pozostałym uczestnikom swoją wiedzą i doświadczeniem. Celem takich wypraw są ciekawe, wysokie, aczkolwiek stosunkowo łatwe technicznie szczyty. Z tych ludzi stworzyć musze zgrany
i rozumiejący się zespół. Przekrój ludzi bywa naprawdę spory. Trafiają się zarówno młodzi jak i dojrzali, majętni i tacy, dla których wyprawa jest spełnieniem marzeń, a na realizację której, zbierali przez kilka lat. Trafiają się najróżniejsze typy charakterów. Jako lider grupy, muszę znaleźć sposób dotarcia do wszystkich, sposób ich motywowania. Musze wiedzieć jak rozwiązywać konflikty, bo takie się zdarzają. Jest to wyzwanie.

Czy praca ta daje Ci satysfakcję?

Ogromną frajdę sprawia mi obserwowanie radości ludzi, którzy po raz pierwszy stają na szczycie wysokiej góry. Ta radość jest taka ekspresyjna, taka dziewicza… tak niezwykła. Daje mi to niezłego kopa.

Czy poleciłbyś naszym czytelnikom tego typu formę aktywności fizycznej?

Z czystym sumieniem. Jest to niezwykła przygoda. Jest jednak jeden, absolutnie podstawowy warunek, a mianowicie do wyprawy takiej, bo jest to wyprawa a nie wakacyjna wycieczka, należy się solidnie przygotować kondycyjnie. Na wysokości wszelkie zaniedbania w tym zakresie szybko i radykalnie się ujawnią. Jeżeli zadanie domowe zostanie odrobione, wyprawa taka to czysta przyjemność. To przygoda życia, która na długo pozostanie w Waszej pamięci.

Czego życzy się himalaiście?

Jeżeli pilotowi życzy się tyle samo lądowań co i startów to himalaiście przez analogię tyle samo zejść co i wejść.

Ramka – Sylwetka Jarka Skowrona:

Jarek Skowron, 44 lata, zodiakalna ryba. Z wykształcenia budowlaniec, prowadzi firmę specjalizującą się w pracach wysokościowych. Pytany o hobby wskazuje na alpinizm, górskie wędrówki oraz podróże. Do swoich największych osiągnięć sportowych zalicza wejście na Nirekhę 6159m, wspólnie z Grzegorzem Kukurowskim (jako pierwsi Polacy), samotne zdobycie najwyższego szczytu obu Ameryk Aconcagui 6962 m, a w górach niższych przejście Filara Gervasuttiego na wschodniej ścianie Mont Blanc du Tacul. Pytany o cel do osiągnięcia wskazuje na udaną wspinaczkę na piękny, wysoki i wcześniej nie zdobyty szczyt w Himalajach. W chwilach wolnych słucha muzyki ze wskazaniem na jazz. Jego ulubiona książka to biografia Milesa Davisa. W czasie wolnym chętnie ogląda filmy Jima Jarmusha. Wśród swoich mocnych stron wskazuje na spokój i opanowanie. Za swoją największą słabość uznaje popalanie papierosów, ale tylko w towarzystwie przyjaciół.

Pokaz wspinaczki w wykonaiu Jarka

PB130187aaaa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

01

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

widok na kilimadzaro

Widoki towarzyszace wspinaniu są w Sokolikach urzekające

wschód słońca w drodze na szczyt kilimandzaro